Zbliżającą się jesień poznać po… wzmożonych wycinkach drzew przydrożnych! Wczoraj oglądałem zatrważające wyniki pracy ludzi z piłami we wsi Wejsuny, o których na stronie internetowej gminy Rucine-Nida można przeczytać, że „ … w okresie letnim są bardzo liczne odwiedzane przez turystów, zarówno z centrum kraju, jak też i z Zachodu, ponieważ mają tu świetne warunki do wypoczynku”. Otóż w tej niewielkiej, malowniczej miejscowości położonej nad jeziorem Wejsunek, bezsensownie zostały wycięte prawie wszystkie piękne stare drzewa (głównie lipy), rosnące przy mało uczęszczanej drodze. Powód? Drogowcy chcą remontować drogę i most w Rucianem-Nidzie, a na czas remontu chcą cały ruch tranzytowy do Pisza (w tym tiry) puścić przez Wejsuny! Tak wiec dla trwającego kilka miesięcy objazdu, te piękne drzewa zostały wycięte w pień! I stało się to na obszarze Natura 2000, w samym sercu Mazurskiego Parku Krajobrazowego, którego dyrekcji nie poinformowano, chociaż zgodnie z art. 17 ustawy o ochronie przyrody w parku krajobrazowym obowiązuje m.in. zakaz „likwidowania i niszczenia zadrzewień śródpolnych i przydrożnych” (tak na marginesie: ten przykład pokazuje jak fałszywe są argumenty przeciwników utworzenia mazurskiego parku narodowego, że obie formy – Natura 2000 i park krajobrazowy - są wystarczające by chronić przyrodę!). Mieszkańcy Wejsun są bezsilni i zbulwersowani (rozmawiałem z kilkoma osobami), a turyści, którzy za rok przyjadą na Mazury nie poznają tego miejsca…
Ostatnio nie ma dnia, by zaniepokojeni mieszkańcy nie prosili naszego stowarzyszenia o interwencję. Ostatnio w sprawie wycinek drzew były maile i telefony nie tylko z Wejsun, ale też ze wsi Leszcz (gm. Dąbrowo), Góra (gm. Orzysz) oraz Podlasia i Dolnego Śląska.
Ta sytuacja pokazuje, iż ochrona drzew przydrożnych jako cennych korytarzy migracyjnych i ostoi bioróżnorodności jest fikcją i pobożnym życzeniem. Liczne przykłady pokazują, że wraz z niekontrolowanym wycinaniem drzew przydrożnych następuje niszczenie zarówno gatunków chronionych jak i ich siedlisk - dotyczy to m.in. nietoperzy, ptaków i owadów. Łamane są polskie i unijne przepisy i nie ulega wątpliwości, że dziania takie są prowadzone często w sposób celowy i świadomy, choć markowane jako „nieumyślne” (tłumaczenie się „nieświadomością” brzmi mało przekonywująco w związku z trwającą 5 lat akcją Ratujmy Aleje, licznymi apelami i pismami).
Pomimo wieloletnich starań i kampanii medialnej aleje przydrożne nadal w zatrważającym tempie znikają z krajobrazu. Faktyczne rozmiary wycinek są nieznane i trudne do dokładnego określenia (drzewa wycinają zarządcy dróg krajowych, wojewódzkich, powiatowych, gminnych i brak jest wspólnej statystyki). I tak zła sytuacja dla alei pogorszyła się wraz z wejściem w życie we wrześniu 2008 r. nowelizacji ustawy z 10. 04. 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych, której artykuł 21 ustęp 1 określa, iż w wypadku: „drzew i krzewów znajdujących się na nieruchomościach objętych decyzją o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej […], nie stosuje się przepisów o ochronie przyrody w zakresie obowiązku uzyskiwania zezwoleń na ich usunięcie oraz opłat z tym związanych”. W wypadku inwestycji drogowych zapis ten umożliwia wycinkę drzew bez zezwolenia i jest często fałszywie interpretowany jako zwolnienie z obowiązku przestrzegania wszystkich (!) przepisów dotyczących ochrony przyrody, co jest oczywiście nieprawdą.
Problem masowych wycinek drzew przydrożnych jest powszechnie znany i wiele środowisk wzywa do ich zaprzestania. Zachowanie drzew przydrożnych zostało uznane przez Polskę jako jeden z celów strategicznych o szczególnym znaczenie dla efektywnej ochrony różnorodności biologicznej, jednak nadal brak jest działań prowadzących do faktycznej naprawy tej dramatycznej sytuacji. Poza okazjonalnymi deklaracjami, brak konkretnych działań zmierzających do poprawy sytuacji, a bezczynność i przedłużanie istniejącego stanu jest przyzwoleniem na łamanie prawa polskiego i wspólnotowego oraz tolerowaniem niekompetencji (dotyczy to niskiego poziomu decyzji zezwalających na usuwanie drzew oraz licznych uchybień proceduralnych - na co zwrócił uwagę NIK), co de facto jest zezwoleniem na bezkarne niszczenie alei oraz związanej z nimi bioróżnorodności.
W ubiegłym tygodniu byłem na spotkaniu z Ministrem Środowiska Maciejem Nowickim, Głównym Konserwatorem Przyrody Januszem Zaleskim oraz Dyrektorem Departamentu Ochrony Przyrody GDOŚ Sylwią Jurzyk-Nordlöw. Kierownictwo ministerstwa środowiska zgodziło się, że należy pilnie skierować do wszystkich wydających decyzje zezwalających na usuwanie drzew przydrożnych, jak też do zarządców dróg, informację o konieczności: ochrony zadrzewień przydrożnych oraz siedlisk chronionych gatunków roślin i zwierząt związanych z drzewami, przestrzegania okresów lęgowych ptaków oraz przepisów dotyczących obszarów Natura 2000, obszarów chronionego krajobrazu oraz parków krajobrazowych. Zostały też omówione propozycje działań prowadzących do zmiany prawa, by ograniczyć tak bezsensowne wycinek, jak ta w Wejsunach.
Stowarzyszenie Sadyba od lat prowadzi działania mające na celu ochronę mazurskiej przyrody. Szczególne znaczenie ma wspieranie idei utworzenia Mazurskiego Parku Narodowego. Przypomnę, iż to z naszej inicjatywy i przy naszym merytorycznym udziale została w czerwcu br. zorganizowana przez marszałka województwa warmińsko-mazurskiego konferencja naukowa „Park Narodowy –szansą dla Mazur”. Kontynuacją tych działań jest apel skierowany do premiera i ministra środowiska, pod którym podpisało się wiele znanych osób oraz medialna akcja prowadzona m.in. przez Tygodnik Powszechny i Gazetę Wyborczą /Olsztyn. Na łamach obu pism można złożyć swój głos popierający utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego (do tej pory pod listem podpisało się kilka tysięcy osób). Zachęcamy do podpisania apelu (na stronach internetowych wyżej wymienionych pism). Poniżej list otwarty skierowany do Panów: Premiera Donalda Tuska i Ministra Środowiska, prof. Macieja Nowickiego.
List otwarty w sprawie powołania Mazurskiego Parku Narodowego
Szanowny Panie Premierze,
Szanowny Panie Ministrze,
Od ponad pół wieku trwa dyskusja na temat ochrony najcenniejszych fragmentów Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Przez ten czas doczekaliśmy się powołania parków narodowych we wszystkich częściach kraju. Chronimy ujście Warty, Narew, Bory Tucholskie, Magurę i Wigry, a Mazury muszą zadowolić się statusem parku krajobrazowego. O tym, że jest to mało skuteczna forma ochrony, świadczy okres minionych 20 lat, w którym jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie zostało poddane niespotykanej wcześniej dewastacji przyrodniczej i kulturowej. Zmieniła ona ten wyjątkowy krajobraz bardziej niż 45 lat gospodarki socjalistycznej. Liczbę samowoli budowlanych, jakie powstały tylko w sercu Mazur, można mierzyć w tysiącach. Nieodpowiedzialna gospodarka rybacka nadal prowadzi do trzebieży ryb, nieustannie pojawiają się pomysły modernizacyjne, które niszczą unikalny charakter tego miejsca, a zabudowa brzegów jezior ogranicza swobodny do nich dostęp. Problemów jest bardzo dużo i domagają się one szybkiej interwencji.
Podpisujemy się jednak pod tym listem przekonani, że ochrona jednego z najpiękniejszych miejsc w kraju wymaga wspólnego działania. Apelujemy do rządu o podjęcie negocjacji z lokalną społecznością i opracowania zasad, które doprowadzą do powołania Mazurskiego Parku Narodowego, jednocześnie zapewniając warunki rozwoju mieszkańcom terenów włączonych w teren parku.
Byłoby ironią, gdyby region pretendujący do miana jednego z 7 naturalnych cudów świata pozostawał przez kolejne dziesięciolecia bez ochrony należnej wspólnemu - polskiemu, europejskiemu i światowemu dziedzictwu przyrodniczemu.
List podpisali:
Andrzej Blikle – informatyk, członek Europejskiej Akademii Nauk
Kazimierz Brakoniecki – poeta, współzałożyciel olsztyńskiego stowarzyszenia Wspólnota
Kulturowa „Borussia”
Ks. Adam Boniecki – redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”
Tomasz Budzyński – muzyk rockowy, malarz
Robert Ceglicki – dyrektor Greenpeace Polska
Krzysztof Czyżewski – prezes ośrodka „Pogranicze”
Magdalena Dul-Komosińska – dyrektor WWF Polska
Kira Gałczyńska – dziennikarka, założycielka muzeum Konstantego Ildefonsa
Gałczyńskiego w Praniu
Józef Górniewicz – rektor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego
o. Stanisław Jaromi – franciszkanin, przewodniczący Ruchu Ekologicznego Świętego
Franciszka z Asyżu
Małgorzata Kalicińska - pisarka
Krzysztof Karasek - poeta
Wojciech Kass – kustosz muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu
Jacek Kleyff - muzyk
Janusz Korbel - ekolog
Piotr Kraśko – dziennikarz telewizyjny
Jan Krenz - kompozytor
Erwin Kruk – pisarz
Jerzy Kruszelnicki – członek Komitetu Ochrony Przyrody PAN
Olga Lipińska - reżyserka
Wojciech Malajkat - aktor
Wiesław Myśliwski - pisarz
Maciej Nowakowski – redaktor naczelny olsztyńskiego oddziału „Gazety Wyborczej”
Kazimierz Orłoś – pisarz, członek Stowarzyszenia na rzecz Utworzenia Mazurskiego
Parku Narodowego
Elżbieta Penderecka - Prezes Zarządu Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena
Krzysztof Penderecki - kompozytor
Michał Rusinek – pisarz, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego
Mariusz Sieniewicz - pisarz
Andrzej Strumiłło – artysta, członek rady naukowej Wigierskiego Parku Narodowego
Wisława Szymborska – laureatka nagrody Nobla
Robert Traba – historyk, politolog, współzałożyciel olsztyńskiego stowarzyszenia Wspólnota
Kulturowa „Borussia”
Grzegorz Turnau - muzyk
Anna i Stanisław Tym
Andrzej Wajda - reżyser
Adam Wajrak – przyrodnik, dziennikarz „Gazety Wyborczej”
Krzysztof Worobiec – prezes Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego
„Sadyba”
Justyna Żołnierowicz-Jewuła – dyrektorka Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie
Kroniki nie mówią o zagubionych wsiach. Wśród jezior i bagien owej wschodniej krainy położone są te wsie z szarymi dachami i ślepymi oknami, ze studniami z żurawiem i kilkoma dzikimi gruszami na kamienistych miedzach. Otacza je wielki bór, wysklepia nad nimi wysokie niebo z ciężkimi chmurami, między rozpadającymi się płotami biegnie piaszczysta droga. Wychodzi z rozległych lasów i znów wśród nich ginie. [...] Są tak małe, że nazwy ich widnieją tylko na mapach, których używa żołnierz podczas manewrów, a i to nie jest pewne. Nazwy te brzmią obco i smutnie, bywają to nawet dawne nazwy, lecz już poza granią powiatu nikt ich nie zna. Są niby mogiły z czasów dawno zapomnianych wojen, zapadłe, z zatartymi napisami
Miejscem realizacji projektu są tereny po nieistniejących już wioskach, które w II połowie XX wieku definitywnie zniknęły z krajobrazu Puszczy Piskiej. Po roku 1945, gdy rodowici mieszkańcy, zmuszeni do opuszczenia domostw, zostawiali cały swój dobytek na pastwę losu. Duże obszary puszczy zostały wyludnione, wsie splądrowane, rozszabrowane i zrównane z ziemią. W ten sposób zakończyła się historia wsi: Lipa Tylnia, Lipa Przednia, Nowidział, Paski, Piskorzewo, Przerośl, Pogobie Przednie, Sowiróg, Szast, Wądołek, Wielkilas oraz leśniczówek Białobrzegi, Wolfsbruch, Vogelsang (te wioski obejmuje realizowanyobecnie projekt). Ale nie jest to pełna lista - należałoby dodać wioski znajdujące się na wschodnim brzegu rzeki Pisy oraz na północ od Pisza: Szparki, Wilki, Niedźwiedź, Zagon etc.
Po owych zagubionych wioskach pozostały już tylko nieliczne ślady w krajobrazie - najczęściej są to resztki fundamentów i cmentarze. Etap pierwszy 3-letniego projekt obejmuje 2 miejscowości położone nieopodal Pisza: opisywaną przez mazurskiego pisarza Ernsta Wiecherta w powieści „Dzieci Jerominów” wieś Sowiróg oraz dawną osadę i największą w Prusach Wschodnich hutę żelaza Wądołek. W ramach projektu uczytelnione zostaną miejsca po „zagubionych wioskach”: uporządkowane i zinwentaryzowane 2 cmentarz oraz pozostałości po dawnej hucie, a na koniec zostaną opracowywane i wykonywane tablice informujące o tych miejscach. Głównym celem projektu, poza uczytelnieniem śladów po zagubionych wioskach w terenie, jest upowszechnienie wiedzy na temat krajobrazu kulturowego terenu Puszczy Piskiej poprzez aktywną opiekę nad dziedzictwem kulturowym, oraz przybliżenie idei wolontariatu – uczestnikom obozu oraz lokalnej społeczności ( poprzez danie dobrego przykładu i wciągnięcie do opieki nad uporządkowanymi cmentarzami uczniów szkół w Piszu) .
W latach następnych przewidziane jest porządkowanie kolejnych zagubionych wiosek Puszczy Piskiej oraz zorganizowanie i oznakowanie szlaku pieszo-rowerowego, łączącego owe zagubione wioski, oraz przygotowanie folderów oraz publikacji popularyzujących te miejsca (w ramach serii wydawniczej Stowarzyszenia Sadyba „ Ślady w krajobrazie”).
Wolontariusze realizujący projekt, uczestniczą w programie Fundacji Borussia[2] „Memoria. Międzynarodowy wolontariat w ochronie krajobrazu kulturowego na Warmii i Mazurach” oraz Forum Wolontariackim Krajowego Ośrodka B
[1] Stowarzyszenie Na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur SADYBA podejmujące szereg działań na rzecz ochrony krajobrazu kulturowego i naturalnego. Sadyba jako pomysłodawca, opracowało koncepcję merytoryczną projektu „Zaginione wioski Puszczy Piskiej”,
[2] Stowarzyszenie i Fundacja Borussia – od 1992 r. angażuje młodych ludzi z różnych krajów w działania na rzecz ratowania europejskiego dziedzictwa i rozwój lokalnych społeczności w północno-wschodniej Polsce przynoszące praktyczne, wymierne efekty. Udział w projektach Borussii pozwala młodym ludziom na zdobycie teoretycznej wiedzy i praktycznych umiejętności z zakresu ochrony zabytków. Pod okiem specjalistów: historyków, konserwatorów i restauratorów, działaczy organizacji pozarządowych młodzi wolontariusze poznają historię i tradycję regionu, jego wielowiekową spuściznę, uczą się opracowywać dokumentację obiektów historycznych, poznają praktyczne elementy konserwacji i restauracji zabytków, archiwizowania zbiorów.
[3] Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Warszawie jest instytucją kultury dokumentującą zabytki, kształtującą zasady ich ochrony oraz społeczną odpowiedzialność za stan dziedzictwa kulturowego w Polsce. Jednym z priorytetowych zadań ośrodka jest edukacja i promocja dziedzictwa, w tym szczególnie upowszechnienie idei wolontariatu oraz postaw społecznie zaangażowanych na rzecz ochrony dziedzictwa. Za realizację projektu odpowiada Regionalny Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Olsztynie,
[4] Nadleśnictwo Pisz – gospodarz terenu na którym znajdują się „zagubione wioski”, a który stanowi część Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Lasy Mazurskie”, w ramach którego prowadzone są działania edukacyjne związane z dziedzictwem przyrodniczym i kulturowym.
Szanowny Panie Prezydencie,
Na łamach prasy po raz kolejny pojawia się dyskusja na temat zagospodarowania budynku dawnego tartaku Raphaelsohnów przy ulicy Knosały w Olsztynie. Po raz kolejny pojawiają się różnorakie koncepcje zagospodarowania obiektu, wpisanego na wniosek Stowarzyszenia Sadyba do rejestru zabytków. Ten ostatni fakt upoważnia mnie do ponownego zabrania głosu.
Budynek po tartaku braci Raphaelsohnów został wpisany do rejestru zabytków jako „istotny dokument dla poznania historii Olsztyna […] ostatni przykład architektury industrialnej na terenie pierwszej olsztyńskiej dzielnicy przemysłowej”. Ze względu na swoją historię i położenie obiekt ten jest idealnym miejscem na stworzenie „Muzeum techniki i rozwoju regionalnego” (nazwa robocza), które ukaże obiekty techniki i przemysłu w kontekście rozwoju miasta Olsztyna i całego regionu. Wykorzystując najnowsze doświadczenia muzealnictwa mamy niepowtarzalną okazję stworzenia muzeum, prezentującego w nowoczesny, multimedialny i atrakcyjny sposób industrialny rozwój Olsztyna i regionu. (rozwój ukazany poprzez zabytki techniki z tamtego okresu wzbogacone ówczesnymi nowinkami i sprzętami dnia codziennego, uzupełniony materiałami archiwalnymi, zdjęciami etc). Proponowane muzeum mogłoby mieć filię tematyczną ( np. w XIX- wiecznej willi leśnej powstałej w związku z uruchomieniem w 1899 r. kanalizacji miejskiej znajdującej się przy ul. Leśnej 18) ukazującą obiekty związane z gospodarką wodną (młyny i elektrownie wodne itp.) oraz wodno-kanalizacyjną.
Budynek dawnego tartaku położony jest w miejscu niezwykle ważnym dla wyglądu i rozwoju miasta, jest ważnym akcentem kształtującym przestrzeń zakola Łyny. Jest to miejsce strategiczne, bowiem leży na linii: Las Miejski i zespół koszar przy ul. Artyleryjskiej - Starówka z zamkiem i katedrą – zakole Łyny – planowany Park Centralny. To oś wzdłuż i wokół której powinno rozwijać się centrum, obszar najbardziej atrakcyjny, przyciągający mieszkańców i ich gości czyli wizytówka miasta! Wyjątkowe miejsca wymagają wyjątkowego planowania przestrzennego! Z tego powodu powinna powstać atrakcyjna koncepcja zagospodarowania zakola Łyny, jako naturalnego i jedynie możliwego obecnie rozszerzenia olsztyńskiej starówki. Budynek tartaku Raphaelsohnów zajmuje w tym strategicznym obszarze kluczowe położenie. Sposób jego zagospodarowania i funkcja mu przypisana musi być związana z otoczeniem, ale też musi nadawać ton całemu obszarowi. Takie miastotwórcze znaczenie może mieć muzeum utworzone w zabytkowym tartaku (oraz w położonej tuż obok dawnej zajezdni trolejbusowej – wpisanej do gminnej ewidencji zabytków).
Atrakcyjne muzea będą przyciągać zarówno mieszkańców i turystów, dorosłych, młodzież i dzieci, co pokazują podobne realizacje w Polsce i na świecie. Liczne przykłady ilustrują, jak wielki wpływ ma interesujące i nowoczesne muzeum na wizerunek miasta, ale też jak miasta wokół muzeum pozytywnie się zmieniają: Muzeum Powstania Warszawskiego ożywiło zapuszczone i leżące „na uboczu” (choć w centrum miasta) okolice dawnego Dworca Głównego Warszawie, Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi (wraz z centrum handlowym Manufaktura w dawnych zakładach włókienniczych) nadało tej części Łodzi zupełnie nową jakość i koloryt. Także umiejętnie i ciekawie zrewitalizowane zabytkowe budynki postindustrialne bardzo pozytywnie wpływają na poprawę wizerunku miast. W Krakowie (pełnym przecież zabytków) otwarto w dawnej zabytkowej zajezdni tramwaju konnego atrakcyjne Muzeum Inżynierii Miejskiej, w Radomsku w budynku dawnej elektrowni stworzono Muzeum Sztuki Współczesnej, a władze Żyrardowa umiejętnie wykorzystują zabytkowe centrum miasta, składające się z dawnych zakładów włókienniczych, zamieniają je w atrakcyjną i nietuzinkową przestrzeń miejską.
Taką wyjątkową szansą dla kształtowania atrakcyjnego wizerunku Olsztyna może być dobre zagospodarowanie zakola rzeki Łyny z muzeum, o którym piszę. Propozycja Stowarzyszeń: Sadyba (publikowana wielokrotnie na łamach prasy oraz złożona panu T. Głażewskiemu p/o obowiązki prezydenta Olsztyna), Świętej Warmii (złożona Panu Prezydentowi) oraz Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków jest bardzo konkretna oraz poparta przez wiele autorytetów. Jest także zgodna z przyjętym przez sejmik województwa „Programem Opieki nad Zabytkami Województwa Warmińsko-Mazurskiego na lata 2008-2012”, w którym zwrócono uwagę na odczuwalny brak muzeum techniki i muzeum historii regionu.
Zadajemy sobie sprawę, że stworzenie nowego muzeum to poważne zadanie, wymagające wiele wysiłku organizacyjnego i finansowego. Właśnie dlatego o muzeum powinny starać się władze miasta, a nie stowarzyszenia czy grupa entuzjastów. Grupy te mogą wspierać działania miasta (tworząc wspólnie zespół roboczy opracowujący koncepcję muzeum, radę programową czy fundację), ale nie mogą ich zastępować, czy przestawiać konkretne plany, rozwiązania sposobu finansowania i utrzymania muzeum oraz całego obiektu. Odnosząc się do pojawiających się co rusz to nowych propozycji innych stowarzyszeń (np. Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Olsztynku czy Stowarzyszenia Architektów) dotyczących zagospodarowania dawnego tartaku, to warto zwrócić uwagę, iż w Olsztynie jest wiele niezagospodarowanych obiektów czekających na zaradnych gospodarzy z dobrymi pomysłami (jak choćby tzw. koszary Funka na Kasprowicza).
Początek XXI wieku określić można jako muzealny boom budowlany na świecie. Także w Polsce ostatnio powstały, są budowane bądź planowane liczne muzea, w tym aż siedem sztuki współczesnej (!), dwa związane z techniką: wspomniane już muzeum w Krakowie oraz Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie. W Rzeszowie powstało Muzeum Dobranocek, w nieczynnej kopalni planowane jest Muzeum Śląskie w Katowicach, trawa projektowanie Muzeum Historii Polski czy Muzeum Żydów Polskich w Warszawie etc.. Ostatnie lata pokazały też, iż można i warto realizować bardzo śmiałe koncepcje muzealne, czego przykładem jest choćby przyciągające tłumy Muzeum Powstania Warszawskiego.
Mam nadzieję, że do grona tych ambitnych miast dołączy też Olsztyn z planem realizacji nowoczesnego „Muzeum techniki i rozwoju regionalnego”. Jestem przekonany, że gdy tyko taka decyzja zapadnie, znajdzie się wiele osób i organizacji wspomagających tą idee.
Z poważaniem
Krzysztof A. Worobiec
Prezes Stowarzyszenia Sadyba
Kadzidłowo, 2 lipca 2009 r.
Z ogromną satysfakcją pragnę poinformować o pierwszej „sadybowej” publikacji:
"Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona" red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska (format albumowy, 272 strony, papier kreda-mat 150 gr, twarde okładki).

Publikacja ta zapoczątkowuje serię wydawniczą Stowarzyszenia "Sadyba" - "Ślady
w krajobrazie", poświęconą zapomnianym, niedocenianym, ginącym lub już
zniszczonym elementom i obszarom krajobrazu kulturowego.
Książka "Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona" stanowi plon 5 letniej działalności Stowarzyszenia Sadyba oraz konferencji „Aleje w krajobrazie Warmii i Mazur. Historia, znaczenie, zagrożenia, ochrona i pielęgnacja”, którą zorganizowaliśmy w kwietniu 2008 roku w Piszu. Materiały z konferencji uzupełnione o dodatkowe materiały i liczne ilustracje przedstawiamy w naszej interdyscyplinarnej publikacji. O alejach, drzewach i drogach, o prawie piszą: artysta plastyk, architekt krajobrazu, ekolog, dendrolog, chirurg drzew, ogrodnik, biolodzy, historycy sztuki, konserwatorzy zabytków, prawnik, dziennikarz, leśnik, geograf, przedstawiciele organizacji pozarządowych oraz samorządowiec. W książce najwięcej miejsca poświęcamy oczywiście Warmii i Mazurom, ale pokazujemy też przykłady z Dolnego Śląska, Lubuskiego oraz krajów sąsiednich.
Dodatkowym atutem książki są liczne ilustracje: rysunki profesora Andrzeja Strumiłły (wykonane specjalnie do książki) zdjęcia i widokówki archiwalne, mapy oraz liczne fotografie. Mam nadzieję, że publikacja ta poprzez ukazanie wyjątkowości alei, przyczyni się do zrozumienia jak cennym, a więc godnym ochrony są one elementem krajobrazu.
„Aleje przydrożne są nieodłącznym elementem krajobrazu kulturowego Polski. W ostatnich latach stały się także jednym ze stałych elementów dyskusji i debat publicznych w związku z ich masowym wycinaniem. Problematyce roli i zachowania alei przydrożnych, ze szczególnym uwzględnieniem regionu Warmii i Mazur, poświęcone jest niniejsze opracowanie, stanowiące plon kilkuletniej działalności Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur "Sadyba" .
To fragment wstępu, a w książce można przeczytać [spis treści]:
prof. dr hab. Andrzej Strumiłło, Drzewo,
Krzysztof A. Worobiec, Wyjątkowy element krajobrazu: aleje przydrożne,
prof. dr hab. Jan Rylke, Aleje i drzewa jako istotny element architektury krajobrazu,
dr inż. Jacek Borowski, Dlaczego warto sadzić i pielęgnować drzewa?
prof. dr hab. Zbigniew Endler, dr Barbara Juśkiewicz-Swaczyna, Dlaczego giną nasze drzewa?
Adam Płoski, Droga i jej otoczenie; świadectwa przemian historycznych na Warmii i Mazurach,
Iwona Liżewska, Marzena Zwierowicz, Aleje przydrożne – dziedzictwo historyczne, stan zachowania, ochrona,
Andrzej Szeniawski, Warmińskie aleje – wyciąć, zachować, a może...?
dr Andrzej Oleksa, dr Konrad Maciejewski, Robert Gawroński, Marzena Jasińska, Ochrona alei przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego jako ostoi pachnicy dębowej (Osmoderma eremita),
Przemysław Kołodziej, dr Aldona Fenyk, dr Krystyna Kuszewska, Monika Kamińska, Anna Kowalska, Piotr Liśniański, Aneta Wojtaszek, Waloryzacja przyrodnicza alei przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego,
Adam Płoski, Zapomniane zabytki przy drodze,
Krzysztof A. Worobiec, Akcja „Ratujmy aleje“ – działnia Stowarzyszenia „Sadyba“ na rzecz ratowania drzew przydrożych,
dr inż. Piotr Tyszko-Chmielowiec, Sadzimy dęby w Dolinie Baryczy,
Barbara Bielinis-Kopeć, Krzysztof Fedorowicz, Chronimy aleje w Lubuskiem, czyli krotka kronika obrony pewnej alei,
dr Leszek Karski, Prawna ochrona alei i drzew,
Krzysztof A. Worobiec, Ochrona alei w krajach sąsiednich – na przykładzie Meklemburgii i Brandenburgii,
Krzysztof A. Worobiec, Nieprawidłowości związane z usuwaniem drzew przydrożnych. NIK kontroluje wycinki,
dr inż. Jacek Borowski, Najnowsze poglądy na temat chirurgii drzew,
dr Małgorzata Roge-Wiśniewska, Rozwoj infrastruktury drogowej z zachowaniem walorow krajobrazu i zadrzewień przydrożnych.
Zachęcam do lektury!
Ktoś powie, że porównanie Warmii i Mazur do Toskanii nie jest najszczęśliwsze, bo Włochy to kolebka sztuki, inna kultura, lepszy klimat a Toskania to kraina winnic, gajów oliwnych etc. Popatrzmy zatem na rozwój niewielkiej wyspy Bornholm na Morzu Bałtyckim. Z racji popularności wyspy wśród turystów nazywana jest czasami Majorką Północy. Trudno mówić o jej wyjątkowym krajobrazie, kulturze czy klimacie (choć posiada oczywiście łagodniejszy niż W-M, bo morski klimat). Ot wyspa jak wyspa. Ale w latach 80-tych XX wieku jej mieszkańcy doszli do wniosku, że skoro na rozwój przemysłu, rybołówstwa czy rolnictwa nie ma co stawiać (chociaż duńskie rolnictwo zajmuje jedno z czołowych miejsc w świecie pod względem wydajności!), należy postawić na…. turystkę wyspecjalizowaną. Stworzyli raj dla turystów aktywnych, głównie rowerowych budując 250 kilometrów ścieżek rowerowych z odpowiednią infrastrukturą dostosowaną do potrzeb rowerzystów (ale też i pozostałych turystów): campingi, pola namiotowe, schroniska młodzieżowe i hotele, wypożyczalnie rowerów i warsztaty naprawy etc. A co najważniejsze zadbano o to by rowerzyści czuli się wszędzie bezpiecznie i nie musieli się bać o swój sprzęt i życie. To wszystko przyciągnęło gości oraz sprawiło boom gospodarczy Bornholmu.
Położenie i wyjątkowy charakter predysponuje Mazury i Warmię do rozwoju turystyki. Niby jest to prawda oczywista. Brak jednak zdecydowanych działań jak te na Bornholmie oraz takiego wykorzystania potencjału turystycznego jak np. w Toskanii. Wydaje się też, że brak jest przekonania o sile napędowej turystyki. Stąd sprzeczne niekiedy działania: z jednej strony wszyscy mówią o atucie w postaci dobrze zachowanego środowiska naturalnego, o walorach przyrodniczych regionu, z drugiej strony narzekają na ograniczenia i zbyt liczne formy ochrony cennych terenów (dowód?- od 50-u lat mówi się o utworzeniu Mazurskiego Parku Narodowego i co?). Niszczenie zabytków (często świadome i planowane), wzrost transportu tranzytowego, barbarzyńskie niszczenie walorów regionu (w tym wycinanie wizytówki regionu jakimi są aleje przydrożne), bezkrytyczne sprzyjanie wielkim i nieprzemyślanym inwestycjom, brak ułatwień dla przedsiębiorstw rodzinnych i turystki wyciszonej (bark realnego wspierania agroturystyki), brak wspierania produktów lokalnych, brak planów zagospodarowania przestrzennego, brak zainteresowania decydentów dziedzictwem kulturowym (tworzeniem parków kulturowych) czy przyrodniczym nie napawają optymizmem.
Gospodarcze znaczenie turystyki jest olbrzymie!. Nie każdy zdaje sobie sprawę: dochód z turystyki ma większy udział w produkcie krajowym brutto niż rolnictwo czy górnictwo i hutnictwo a w roku w 2006 przekroczył 6 % PKB. Należy pamiętać, że turystka napędza inne sektory (budownictwo, meblarstwo, handel, etc). W państwach Unii Europejskiej gospodarka turystyczna wytwarza 11,5% PBK oraz daje 12,1% z wszystkich miejsc pracy - tendencja wzrostowa! (źródło: Internet).
Warmia i Mazur nie wykorzystują atutów czystego regionu, czemu sprzyja swoiste „zacofanie przemysłowe” Warmii i Mazur, które można traktować jako atut lub katastrofę. Można też marzyć o rozwoju przemysłu, ale możne też wspierać rolnictwo o wyspecjalizowanej produkcji, które w połączeniu z nieskażonym środowiskiem naturalnym oraz trendem pro-ekologicznych inwestycji i działań wraz z sensownym rozwojem turystyki wydają się być szansą rozwoju regionu. I nie jest to przeszkodą do równoczesnego rozwoju nieuciążliwego przemysłu w wyznaczonych strefach.
25 lat temu, jeszcze w czasach PRL-owskich powstała idea Zielonych Płuc Polskich (ZPP) jako systemu „ochrony tożsamości przyrodniczej i kulturowej północno-wschodniej Polski”. Jej autorzy podkreślali zalety obszaru pozbawionego narzuconego przez ówczesny system procesu industrializacji, a tym samym naturalnego i dobrze zachowanego środowiska przyrodniczego. Podkreślali również:
„wiejski charakter obszaru ZPP jest jego immanentną i naturalną cechą, którą należy spożytkować dla jego rozwoju, z wymierną korzyścią dla Polski i Europy”
W tym samym czasie, gdy powstawała idea ZPP, z powodów ideologicznych usiłowano zrównać wieś z miastem. Na szczęście ten zabieg nie został zakończony i różnice pozostały. Te różnice na Warmii i Mazurach stanowić mogą potencjał, który doprowadził do rozwoju turystyki łagodnej w Toskanii czy turystyki rowerowej na Bornholmie. Niestety na obszarze porozumienia ZPP (prawie 20% Polski) hasło sprzed ćwierć wieku nie jest realizowane. Zamiast wykorzystać walory małomiasteczkowości i wiejskości krajobrazu, w pozytywnym tych słów znaczeniu - wybrano najgorszy wariant, czyli bezrefleksyjne naśladownictwo „cywilizowanego Zachodu” sprzed 30-40 lat, czyli zaściankowy postęp i pseudonowoczesność.
Następuje dzika, bezplanowa eksploatacja krajobrazu - w ten sposób niszczony jest potencjał rozwojowy całego regionu. Pod pozorem postępu i nowoczesności następuje unifikacja wyglądu wiosek i miast. Różnica miedzy nimi zaciera się coraz szybciej. Wioski stają się coraz nijakie i brzydkie, przybierając jarmarczno-bazarowy charakter. Presja inwestorów przy braku dobrych wzorców lokalnych, i nadmiarze złych wzorców we wszechobecnych, agresywnych reklamach i kolorowych pismach, owocuje chaosem stylistycznym i urbanistycznym. Przestrzeń publiczna dostosowywana jest do planów inwestycyjnych, które w fazie planowania wydają się często zachęcające i budzące nadzieje, a w fazie realizacji dające niekiedy doraźne korzyści właścicielom terenów i gminom, ale ich negatywne skutki ujawniają się zwykle gdy już nie ma odwrotu. Buduje się byle gdzie i byle jak. Problemem stało się zawłaszczanie ładnych widoków, czyli zabudowywanie brzegów jezior i rzek tak, że w wielu miejscach zamiast wody można oglądać tylko płoty. Wycinane są piękne i cenne przydrożne aleje. Wszędzie straszą ruiny zabytkowych budowli. Urzędnicy przekonują, że nie warto remontować starego i marzą o wielkich wystawach, kongresach, targach, festiwalach czy masowych imprezach takich jak rajd samochodowy, chcą się wykazać sukcesem. Ta fasadowość przypomina czasy PRL-u i Gierka. Inwestycje na pokaz - szkło, marmury i przepych.
Tak często słyszymy „musimy się rozwijać by nie pozostać skansenem”. Ale czy odwrót od tradycji i tożsamości regionalnej jest rozwojem? A może wręcz na odwrót? Czy się nie cofamy?
Optymistyczne zakończenie
Są jednak wyjątki i zwiastuny zmian: Andrzej Lachowicz, zastępca burmistrza Węgorzowa powiedział: „ my chcemy rozwijać bazę mniejszych portów dla żeglarzy, którzy cenią ciszę i spokój [...]. Jak słusznie napisał Worobiec, myli się ten, kto twierdzi, że sezon na Mazurach trwać może tylko 1,5 miesiąca. Na wycieczki piesze w góry jeździ się prawie przez okrągły rok. Dlaczego u nas ma się to nie udać? Także rowerzyści nie są, jak niektórym się wydaje, uzależnieni od pogody. […] Mitem jest, że spostrzeżenia Worobca są zbyt idealistyczne, by je realizować”. Gmina Węgorzewo dysponuje obecnie 17 oznaczonymi trasami rowerowymi i chce je dalej rozbudowywać
(więcej na: http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,6738821,W_Wegorzewie_mieszkancy_delektuja_sie_zyciem.html ).
Oby takich zwiastunów było jak najwięcej!
W poprzednim odcinku pisałem o Toskanii, jednym z najbardziej wymarzonych celów turystycznych na świecie. Toskania wykorzystuje umiejętnie wszystkie atuty: krajobraz, położenie geograficzne (klimat), historię i szeroko rozumiane dziedzictwo kulturowe oraz wrodzoną Włochom świadomość sensu istnienia i wartości przemijającego czasu. To ostatnie sprawia, iż doceniają oni wartość wysokiej jakości produktów lokalnych, z których najbardziej znane są wina, sery, oliwka i wędliny. Harmonijne połączenie tych wszystkich atutów sprawiło, że Toskania stała się Mekką dla ludzi szukających kontaktu kulturą wysoką, doznań artystycznych, ale też kulinarnych i enologicznych. Czy Mazury i Warmia mają szansę na taki sukces? Czy umiejętnie wykorzystując pewne rozwiązania może stać się Mekką dla turystów w tej części Europy? Może, ale najpierw musimy wyzbyć się kompleksów, dokładnie rozejrzeć w około i świadomie wykorzystać atuty jakimi dysponujemy.
To zrobiono w Toskanii, która obecnie jest turystyczną potęgą i sama kreuje zasady jej funkcjonowania. Fakt, że jest to rejon od lat znany, ale „prawdziwą”, bo światową karierę „zrobił” dopiero pod koniec II-giej połowy XX wieku. W czasach, gdy inni stawiali na rozwój turystyki masowej (vide Majorka, Teneryfa, Wybrzeże Lazurowe czy Hiszpanii), Toskania preferuje turystykę zrównoważoną, łagodną (Sanfte Turismus, soft tourism). Ten rodzaj turystyki rozwija się coraz intensywniej od lat 80-tych XX wieku zgodnie z zasadami: wolno, cicho, mało, dokładnie i aktywnie jako przeciwieństwo tzw. twardej turystyki wyznającej zasadę: masowo, szybko, głośno, dużo, powierzchownie etc.
Podstawą łagodnej turystyki (jej formy to między innymi: turystyka studyjna, kulturowa, kulinarna, ekologiczna, muzealna, rowerowa oraz coraz modniejsza obecnie turystyka przemysłowa, etc) jest harmonia między potrzebami turystów, środowiska naturalnego i lokalnych społeczności. Zgodnie z definicją Federacji Parków Narodowych i Rezerwatów Przyrody Europy jest to: " forma rozwoju turystycznego, zarządzania i aktywności turystycznej, która podtrzymuje ekologiczną, społeczną i ekonomiczną integralność terenów, a także zachowuje dla przyszłych pokoleń w niezmienionym stanie zasoby naturalne i kulturowe tych obszarów". Innymi słowami jej głównymi zasadami są: zapewnienie ochrony zasobów przyrodniczych, kulturowych i społecznych, długofalowe planowanie pozwalające przewidzieć i zapobiegać jej negatywnym skutkom na środowisko oraz wspieranie gospodarki i ludności miejscowej, by w ten sposób przyczynić się do rozwoju regionu.
Oglądać niespiesznie miejsca, choć nie było o nich mowy na stronicach bedekerów – tak pisał Marek Zagańczyk w książce „Droga do Sjeny”. To bardzo trafny opis łagodnej turystyki, której zasady były tworzone właśnie w Toskanii. Paolo Saturnini, burmistrz niewielkiego miasteczka Greve w Chianti wymyślił w 1999 r. ruch Cittaslow, czyli miast nieśpiesznych czy miasta powolne w celu rozszerzenia filozofii slow food jako przeciwieństwa kulturze fast food. Slow food jest ruchem, który powstał w 1986 roku także we Włoszech, wspierający i promujący niewielkich regionalnych producentów w żywności - szczególnie żywności tradycyjnej, zdrowej i zagrożonej zniknięciem w wyniku globalizacji żywności fast food oraz stosownej kultury spożywania tych produktów, czyli celebrowania i delektowania się posiłkami zamiast szybkiego napychania sobie brzuchów, czyli „jeść dla przyjemności a nie odżywiać się” jak mawiał Jurek Markuszewski, bywający u nas, w Kadzidłowie, w „Oberży pod Psem”, która jest mazurskim prekursorem slow food (od 1999 roku przed wejściem wisi napis ”Nie mamy czasu dla ludzi, którzy nie maja czasu”). Ruch Cittaslow propaguje koncepcję dobrego i spokojnego życia codziennego, świadomie rezygnując z propagowania turystyki masowej na rzecz turystyki wyciszonej, miłe i bezstresowe życie w niewielkich miasteczkach, jako przeciwstawieństwo pośpiechu i stresu w wielkich aglomeracjach miejskich oraz lokalne produkty i produkcję. Słowo slow nie oznacza w tym wypadku powolnego rozwoju czy pozostania w tyle. Całkiem przeciwnie - oznacza postęp poprzez używanie nowych technologii w taki sposób, by sprawić, że miasteczka stają się idealnym miejscem do życia. Ruch Cittaslow skupia miasta liczące nie więcej niż 50 tys. ludności ( ten warunek u nas jest łatwy do spełnieni), które spełniają szereg szczegółowo określonych kryteriów w zakresie:
- ochrony środowiska (stosowanie energii odnawialnych),
- funkcjonalności i dostępności infrastruktury miejskiej dla ich mieszkańców (w tym dla osób niepełnosprawnych), -- troski o przestrzeń publiczną (tereny zieleni miejskiej, strefy ruchu dla pieszych),
- troski o oryginalną historyczną zabudowę miejską,
- rozwój turystyki łagodnej, gościnność i dostępność (nie autostradami, ale dobrze oznaczonymi i przyjaznymi trasami turystycznymi !).
Równocześnie promowane są ekologiczne i lokalne produkty spożywcze, rzemiosło bazujące na tradycji lokalnej, drobne firmy rodzinne, budownictwo ekologiczne, kontrola środowiska (jakości powietrza, wody) etc. Takie wyciszenie wbrew pozorom nie osłabia dochodów z turystki, ale je zwiększa, bo im więcej ludzi mieszka w wielkich aglomeracjach, tym więcej ucieka od zgiełku cywilizacyjnego szukając po prostu spokoju, miłych widoków i skromnych zabytków o których milczą przewodniki.
Ten model turystyki wydaje się być stworzony dla Warmii i Mazur (o czym w kolejnym odcinku). Pierwszym miastem w Polsce, które przystąpiło do sieci Cittaslow był Reszel, a w ślad za nim poszły: Lidzbark Warmiński, Bisztynek i Biskupiec.
Turystyka łagodna jak wspominałem przeciwstawia się turystyce masowej. Na przeciwległym biegunie niż Toskania znajduje się włoskie wybrzeże Adriatyku (choć nie tylko), gdzie nastąpił niekontrolowany rozwój turystyki masowej. Oczywiście ten rodzaj turystyki przynosi gospodarce i inwestorom znaczne dochody, tyle, że ma bardzo negatywny wpływ na krajobraz, oraz jest…sezonowa (co w przypadku Mazur i Warmii jest zjawiskiem niepożądanym). Olbrzymi boom turystyczny II połowy XX wieku doprowadził do zabudowy brzegów Adriatyku, w taki sposób, że nie wiadomo, gdzie kończy się jedna miejscowość a zaczyna druga. W okresie gwałtownego unowocześnia kraju istotnym było budowanie arterii komunikacyjnych biegnących z północy na południe. Ze względu na niekorzystne warunki terenowe oraz względy ekonomiczne kolej i autostradę wybudowano wzdłuż morza. Spowodowało to odcięcie plaż i dostępu do morza. Na pozostałych wolnych miejscach powstawały olbrzymie, wielopiętrowe hotele z widokiem na morze. Kolosy budowane w najbardziej atrakcyjnych terenach tak naprawdę te tereny zniszczyły. Efekt: przez 2-3 miesiące w roku panuje tam zgiełk, hałas, kultura fast-food’ów czyli turystyka plażowo -leżakowo - zabawowa, przybierająca coraz częściej tak skrajne formy jak turystyka seksualno-alkoholowa (Saufturismus, Stag Weekend lub Pub Crawls) zgodnie z hasłem „seks na plaży i sangria do syta - czyli wakacyjne picie do utraty przytomności”. „Silosy turystyczne” przez kilka wakacyjnych tygodni dzięki kuszącym, „okazyjnym” ofertom biur podróży zachęcających wiele obiecującymi pakietami wypoczynkowymi, oblegane, gwarne i zatłoczone do granic niemożliwości ludźmi i samochodami (więc najlepiej nie opuszczać bokowiska i spędzać czas na plaży). Przez pozostałe miesiące świecą pustkami: od października do lata straszą niczym olbrzymie, opustoszałe kulisy filmu grozy (kto nie wierzy niech odwiedzi takie miasto np. w połowie listopada). Dziej się tak z wielu powodów- turysty masowego nie interesuje wypoczynek bez słońca i tłumu jemu podobnych, eksploatacja hoteli po sezonie, bez pełnego „obłożenia’ jest za droga, a indywidualni, aktywni turyści ( których jest nawet sporo) nie przyjadą do takich betonowych blokowisk!
Jeden kraj, dwa regiony o dużym potencjale turystycznym, dwie drogi rozwoju, dwa rodzaje turystyki – oba przynoszące dochód. Turystyka zrównoważona dbająca o zachowanie krajobrazu czy masowa pielgrzymka do wielkich ośrodków turystyczno-rozrywkowych (syndrom Majorki)? Co wybrać? Czy może jakoś je połączyć?
Cdn…
Wstęp
Internauta Olsztyniaczek napisał: „w dzisiejszej GW fragmenty z nowej strategii regionu. Znakomicie zbieżne z tymi, opisywanymi przez Pana, działaniami” mając na myśli artykuł z 21 kwietnia br. poświęconym promocji naszego województwa. Autorzy tego strategicznego dokumentu „który jeszcze leży w urzędniczych biurkach” stwierdzili m.in.: „chcieliśmy wykorzystać naturę, bo uznaliśmy, że nie możecie uciekać od wizerunku Polski B, tylko w końcu profesjonalnie z niego korzystać”. Wcześniej inny internauta – Mazur (stały czytelnik blogu) kilkukrotnie domagał się poruszenia problemu turystyki masowej: „szczególnie w okresie letnim plaga turystów, w tym przede wszystkim żeglarzy i motorowodniaków jest zmorą i głównym źródłem dewastacji środowiska naturalnego.”Te wszystkie wątki splatają się z sobą, o czym właśnie pisałem pół roku temu w 45 numerze kwartalnika Borussia (lekturę której polecałem w grudniu 2008 roku) w artykule „Toskania Północy. Drogi i bezdroża rozwoju Warmii i Mazur”. Teraz chciałbym powrócić do poruszonych tam tematów.
Toskania Północy - część I.
Szczególnie atrakcyjne krajobrazowo i turystycznie miejsca porównywane są często do innych atrakcyjnych miejsc na świecie np. do Szwajcarii – stąd nazwy Szwajcaria Kaszubska, Szwajcaria Saksońska etc. W wypadku atrakcyjnej krajobrazowo i popularnej turystycznie Warmii i Mazur adekwatną wydaje mi się nazwa Toskania Północy. Co prawda, po publikacji w Borussii wiele osób twierdziło, że jest to porównanie nieadekwatne, na wyrost („bo u nas sezon trwa tylko półtora miesiąca”) etc. Tymczasem fachowcy od marketingu w cytowanej na wstępie strategii promocji województwa założyli, iż „w przyszłości nasz region będzie rozpoznawalny w Europie podobnie jak włoska Toskania.”
Oczywiście – między Warmią i Mazurami a Toskanią jest mnóstwo różnic. Niewątpliwie inny jest klimat, krajobraz, historia o sztuce nie wspominając. Są też pewne podobieństwa krajobrazowe. Niektóre fragmenty naszego krajobrazu przypominają Chianti, archetyp Toskanii: otwarte, szerokie, lekko sfałdowane przestrzenie, sylwetki miast na horyzoncie (wiele miejsc na Warmii, np. okolice Reszla). Ale przecież nie o podobieństwo morfologiczne terenu chodzi. Istotny jest sposób jego wykorzystania, a szczególności wybitnie turystyczny charakter obu regionów. Oba regiony należą w swoich krajach do najbardziej rozpoznawalnych i odwiedzanych przez turystów. W obu historia pozostawiła bardzo czytelne (choć inne) ślady w krajobrazie. Mazury stały się modne już w XIX wieku, w zasadzie podobnie jak Toskania, która „światową karierę” zrobiła tak naprawdę stosunkowo niedawno, bo w drugiej połowie XX w. „ Jednym z głównych i najbardziej dochodowych działów gospodarki Toskanii jest nadal turystyka. […] Oczywiście, nie wszyscy turyści odwiedzający Toskanię to cudzoziemcy. Niema dwie trzecie stanowią Włosi z innych regionów kraju, a nawet z samej Toskanii” (wszystkie zaznaczone kursywą cytaty dotyczące Toskanii pochodzą z książki Franco Cardini, Toskania - pejzaż, historia, sztuka). Mazury nie zrobiły oczywiście takiej zawrotnej i światowej kariery, ale w Europie są dobrze znane, a z badań Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki wynika, że w 2007 roku aż 27 % badanych Polaków wybrałoby Mazury na wakacje. Ale wszystko przed nami.
Na czym polega fenomen Toskanii? Na harmonijnym połączeniu pięknego krajobrazu (przyjaznego i miłego dla oka), klimatu (stosunkowo łagodnego, choć zimą na tyle chłodnego, że wpływa na sezonowość turystyki), poszanowania przeszłości, zabytków i kultury (z najwspanialszymi dziełami europejskiej sztuki), rynku wyspecjalizowanych produktów rolniczych (przebogata oferta produktów lokalnych - wina, oliwki, sery, wędliny etc) oraz wysokiego standardu życia. Właśnie to wszystko sprawiło, że jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie, a zarazem najczęściej odwiedzanych przez turystów, krajobrazów kulturowych (kultowych). Znane wszystkim klasyczne widoki Toskanii ukazują rozległe przestrzenie, pojedyncze cyprysy lub ich szpalery na tle wieczornego nieba. Na południe od Sieny znajduje się szczególnie surowy i nagi, pozbawiony prawie roślinności teren doliny rzeki Orci (Val d’Orcia). Ten pozbawiony prawie miast i dróg krajobraz został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO i jest jedną z wizytówek ( = atrakcji) regionu. Jak widać także pustkowie możne być walorem i atrakcją turystyczną. Oczywiście do rozwoju turystyki nie wystarczy tylko krajobraz: „istnieje tu gęsta siec hoteli, którą znakomicie uzupełniają, zgodnie z toskańska tradycją przedsięwzięcia na mała skalę, czyli pensjonaty i farmy dysponujące pokojami (tych ostatnich stale przybywa), a także kempingi i hotele na potrzeby młodych turystów.[…] Ma to niewątpliwie pozytywne skutki dla tutejszej gospodarki, jednak istnieje niebezpieczeństwo naruszenia tej cudownej równowagi między działaniami człowieka a środowiskiem naturalny.
Na Warmii i Mazurach infrastruktura turystyczna – choć nastąpiła jej wyraźna jakościowa i ilościowa poprawa - pozostawia jeszcze sporo do życzenia. Wraz z jej rozwojem związane są jednak pewne niebezpieczeństwa i negatywne skutki, które można eliminować korzystając z doświadczeń innych, w tym toskańskich: „ogólny obraz byłyby całkowicie satysfakcjonujący, gdyby nie spekulanci w obrocie nieruchomościami i na rynku budowlanym, a także groźba ogromnego zanieczyszczenia środowiska” ( o tych zagrożenia dalej). Do Toskanii upodabnia nas także rolnictwo, tradycyjne, mało nowoczesne, „małorolne”, uprawiane na niezbyt żyznych glebach, przy niekorzystnym ukształtowaniu terenu. Kolejne podobieństwo obu regionów to swoiste „zacofanie przemysłowe”, które można traktować jako powód do kompleksów …lub jako atut (!): „przemysł ciężki w Toskanii pozostaje nieco w tyle. Jednak w gruncie rzeczy nie jest to aż tak niekorzystne zjawisko”. Toskania potrafiła wykorzystać swoją „przemysłową słabość” ograniczając możliwości rozwoju przemysłu, pomimo, że „istnieją jeszcze dawni zwolennicy industrializacji, stanowiący w latach 30-tych XX wieku grupę dominującą, dla których rozwój przemysłu niezależnie od kosztów, był widocznym znakiem postępu społecznego i technicznego”. Nie oznacza to oczywiście wcale, że przemysł w Toskanii nie istnieje lub się nie rozwija: zostały po prostu wytyczone obszary przemysłowe, które nie kolidują z dominującymi funkcjami terenu, by w sposób świadomy doprowadzić do rozwoju wyspecjalizowanego rolnictwa oraz turystyki. Ale Toskania nie tylko jest stworzona (podobnie jak Mazury) do turystyki, ale też sama tworzy jej zasady, dbając by była to turystyka skrojona na miarę jej (Toskanii) urodę i warunki…..
Cdn…..
(o turystyce łagodnej i masowej, Cittaslow i drogach rozwoju Mazur w kolejnych odcinkach).
W końcu także w województwie warmińsko-mazurskim powstaje park kulturowy!
Radni gminy Gietrzwałd jako pierwsi w naszym województwie postanowili wykorzystać tę formę ochrony i podjęli uchwałę o powołaniu parku kulturowego obejmującego dwukilometrowy odcinek alei i drogi Gietrzwałd - Woryty.
Formuła „parku kulturowego” jest stosunkowo „nową” (jak widać jeszcze mało popularną) formą ochrony. Została ona wprowadzona w 2003 r. ustawą o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Zgodnie z art. 16: „rada gminy, po zasięgnięciu opinii wojewódzkiego konserwatora zabytków, na podstawie uchwały, może utworzyć park kulturowy w celu ochrony krajobrazu kulturowego oraz zachowania wyróżniających się krajobrazowo terenów z zabytkami nieruchomymi charakterystycznymi dla miejscowej tradycji budowlanej i osadniczej.”
Co bardzo istotne - to kompleksowa forma ochrony obejmująca zarówno elementy krajobrazu kulturowego, jak też naturalnego. Powołanie parku jest wynikiem działań oddolnych: parki krajobrazowe są powoływane wyłącznie w wyniku inicjatywy społecznej przez samorządy lokalne. Rada gminy może utworzyć jednostkę organizacyjną do zarządzania parkiem [a] dla obszarów, na których utworzono park kulturowy, sporządza się obowiązkowo miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego (art. 16 ust 4 i 6). Na terenie parku kulturowego lub jego części mogą być ustanowione zakazy i ograniczenia dotyczące:
1) prowadzenia robót budowlanych oraz działalności przemysłowej, rolniczej, hodowlanej, handlowej lub usługowej;
2) zmiany sposobu korzystania z zabytków nieruchomych;
3) umieszczania tablic, napisów, ogłoszeń reklamowych i innych znaków niezwiązanych z ochroną parku kulturowego, z wyjątkiem znaków drogowych i znaków związanych z ochroną porządku i bezpieczeństwa publicznego;
4) składowania lub magazynowania odpadów( art. 17).
Zakazy te mogą, ale nie muszą być ustanowione – to zależy od powołujących park kulturowy samorządów (czyli radni sami decydują o zakresie i ilości ograniczeń).
W Polsce zalety tej formy ochrony spostrzeżono dużo wcześniej - istnieją m.in.: Park Kulturowy Fortyfikacji Miejskich „Twierdza Gdańsk”, Forteczny Park Kulturowy w Srebrnej Górze, Korzkiewski Park Kulturowy. W studium rozwoju Krakowa są plany utworzenia 8, w planach rozwoju województwa lubelskiego aż 47 parków krajobrazowych. Także w aneksie do „Programu opieki nad zabytkami województwa warmińsko-mazurskiego na lata 2008-2011” wymienione są 24 obszary i zespoły proponowane do objęcia tą formą ochrony. Ale to tylko propozycje na papierze, ponieważ nasi radni nie chcą (chyba) nic chronić…Oczywiście poza radnymi z Gietrzwałdu. Utworzenie parku kulturowego obejmującego aleję przydrożną wraz z jej otoczeniem jest godnym pochwały i naśladowania precedensem. Jest wyłomem w murze: powstał tak długo oczekiwany, park kulturowy. Co prawda ja osobiście miałem nadzieję, że pierwszym będzie postulowany od 2004 roku przez Sadybę Starowierski Park Kulturowy w gminie Ruciane – Nida (który miałby chronić unikalne wsie założone przez starowierców - wkrótce napiszę o tym szerzej). Radni nie tylko wprowadzili w życie nową formę ochrony, ale też skutecznie ochronili jedną z alei! Jest to szczególnie ważne, bo pomimo trwającego od 2004 roku nagłaśniania problemu masowych wycinek drzew przydrożnych, są one nadal bezlitośnie usuwane. Nie pomagają protesty, apele i petycje. Drzewa przydrożne jak były tak są wycinane (i to nawet teraz, w obowiązującym od 1 marca okresie ochronnym ze względu na lęgi ptaków), a władze wojewódzkie nie robią nic by ten stan zmienić. Nie pomagają liczne apele, spotkania czy powołany przez marszałka zespół roboczy, który miał wypracować kompromis. Jedynym efektem owych spotkań było powstanie inwentaryzacji pt. „ Waloryzacja i ochrona alei przydrożnych na terenie województwa warmińsko-mazurskiego” sporządzonej w 2007 roku przez Regionalny Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Olsztynie. To bardzo cenne opracowanie- sporządzone dużym nakładem pracy i kosztów– miało być narzędziem do dalszych działań…które niestety nie nastąpiły. W inwentaryzacji proponowano objęć najcenniejsze aleje ochroną poprzez wpis do rejestru zabytków, uznanie za pomnik przyrody lub stworzenie nowej kategorii ochrony „droga krajobrazowa”, lecz zapis ten nie stał się podstawą do objęcia ochroną choćby jednej alei! Aleja wzdłuż traktu pielgrzymkowego Reszel- Święta Lipka, jedyna w naszym województwie wpisana do rejestru zabytków (na wniosek Sadyby) czeka na rozpatrzenie odwołania Zarządu Dróg Wojewódzkich, który takiego zabytku nie chce (dla porównania: do rejestru zabytków wpisano w woj. łódzkim 16, w dolnośląskim 11 alei). A ponieważ piły i siekiery pracują nadal, niektóre z alei określone w nim jako cenne i godne ochrony już nie istnieją -zostały wycięte! W tej sytuacji w lutym br. Sadyba złożyła wniosek o wpisanie do rejestru zabytków 79 najcenniejszych alei (zgodnie z dokumentacją ROBiDZ-u).
31 marca br. brałem udział w oględzinach drzew przy drodze Jora Wielka – Faszcze w gminie Mikołajki, które chciałby wyciąć Zarząd Dróg Powiatowych w Mrągowie. Drzewa rosną przy bocznej drodze, po której w czasie trwania oględzin (od godz. 10 do 10.40) nie przejechał ani jeden samochód! Na dodatek droga przecina obszar chronionego krajobrazu, który jest przecież formą ochrony przyrody (choć słabą, ale jednak obowiązuje w niej zakaz niszczenia środowiska naturalnego). Po co więc wycinać prawie 100 drzew - głównie jesiony i lipy? Po to by położyć nowy asfalt ! Owszem, stara nawierzchnia jezdni wymaga pilnej naprawy, ale „modą” stało się wycinanie drzew przydrożnych przed naprawą jezdni!
W gminie Nidzica planowano wyciąć aleję prowadzącą do wsi Łyna. To ładna widokowo droga ale radny, który dzwonił do mnie w tej sprawie, przekonywał, że wycinka drzew jest niezbędna, po to, by poszerzyć drogę. Radny twierdziła, że drogę trzeba poszerzyć, by autobusy wycieczkowe mogły jeździć do ładnego miejsca, jakim są źródła Łyny, gdzie planowane jest utworzenie… centrum edukacji ekologicznej!
Takie przypadki można mnożyć – w województwie mamy 21 powiatów, w nich tyle samo zarządów dróg. Mamy też 116 gmin, ale pośród nich tylko jedną, która postanowiła chronić aleje oraz utworzyć park kulturowy by zadbać o krajobraz! To dobry wzór do naśladowania!
Białowieska Deklaracja Krajobrazowa
Europejska Konwencja Krajobrazowa z roku 2000 została ratyfikowana przez Polskę w roku 2004.
Zgodnie z postanowieniami Konwencji jakość i różnorodność krajobrazów europejskich stanowi wspólny zasób, wymagający ochrony i świadomego planowania.
Krajobraz, będąc dobrem ogólnospołecznym i elementem dobrobytu społeczeństwa i jednostek ulega szybkim przemianom. W Polsce przemiany te niejednokrotnie prowadzą do degradacji krajobrazu, zarówno przyrodniczego jak i kulturowego.
W zastraszającym tempie giną na naszych oczach historyczne, kulturowe i przyrodnicze wartości krajobrazu. Ma miejsce wyprzedaż krajobrazu przyrodniczego i kulturowego pod pretekstem rozwoju, a w istocie chęci łatwego zysku. Chaotyczna przestrzennie i architektonicznie zabudowa, w myśl zasady, że każdy u siebie może robić co chce, nie ma nic wspólnego z demokracją, a jest szkodliwa społecznie. Depczemy historię miejsc uzurpując sobie prawo do dowolnego ich dzielenia, zabudowywania, a nawet nazywania, pogardzając zastanym dziedzictwem setek lat wspólnej na tej ziemi kultury ludzi różnej tradycji, religii, narodowości.
Krajobraz jest najważniejszym elementem otoczenia ludzkiego, jest odziedziczoną, wspólną wartością, której ochrona jest obowiązkiem wszystkich obywateli. Obowiązkiem, którego wrogiem jest populizm i chęć zysku, a z którego wypełnienia rozliczą nas pokolenia następne.
Krajobraz nigdy nie jest anonimowym terenem inwestycyjnym: posiada swoją historię, pamięć, ciągłość. Każdy region posiada swoiste cechy, zarówno krajobrazu przyrodniczego jak i kulturowego.
Planowanie nie może być koncertem życzeń inwestorów i właścicieli gruntów, lecz dopasowywać te życzenia do uwarunkowań wynikających z ochrony ogólnospołecznych wartości, jakimi jest ochrona przyrody i ochrona dóbr kultury.
Każdy krajobraz kulturowy posiada swoją historycznie ukształtowaną sylwetę, elementy tożsamości, wyróżniające go cechy (ukształtowanie terenu, układ urbanistyczny z liniami zabudowy, dominanty, wnętrza urbanistyczne, skalę architektoniczną, osie widokowe, aż po detal architektoniczny czy toponomastykę). Zmiany w krajobrazie, które są nieuniknioną cechą rozwoju powinny zachodzić w sposób zrównoważony i harmonijny, służąc zachowywaniu regionalnych wartości i odtwarzaniu lub tworzeniu krajobrazów harmonijnych, godzących ochronę przyrody, substancji kulturowej i rozwój zrównoważony.
My, obywatele, żądamy od tych, którzy w naszym imieniu sprawują władzę ustanowienia i wdrożenia polityki krajobrazowej na wszystkich szczeblach, do czego zobowiązuje nas ratyfikowana europejska konwencja krajobrazowa.
Żądamy przywrócenia planowania przestrzennego, które powinno być zawsze uwarunkowane waloryzacją przyrodniczą i kulturową.
Żądamy od polityków samorządowych i państwowych, ośrodków opiniotwórczych, przedstawicieli środowisk kultury i środków przekazu: ratujmy polski krajobraz przed unifikacją, szpeceniem, dewastacją. Ochrona krajobrazu to nasz wspólny obowiązek.
Żądamy w pierwszej kolejności od samorządów gospodarujących w otoczeniach parków narodowych: niech krajobrazy wokół miejsc o najwyższej wartości przyrodniczej dadzą przykład podnoszenia wartości kulturowej, niech nie będzie tam miejsca dla chaosu przestrzennego, niech zachowają cechy regionalne, dając świadectwo historycznym procesom i lokalnym uwarunkowaniom.
Uczestnicy sympozjum „KRAJOBRAZ I PARK”
Białowieża, 30 stycznia 2009 r.
Na koniec przypomnę tylko, że w myśli przyjętej we Florencji 20 października 2000 r. Europejskiej Konwencji Krajobrazowej:
„krajobraz przyczynia się do tworzenia kultur lokalnych oraz że jest on podstawowym komponentem europejskiego dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego, przyczyniając się do dobrobytu ludzi i konsolidacji europejskiej tożsamości;
Krajobraz jest kluczowym elementem dobrobytu całości społeczeństwa i jednostek, jego ochrona, a także gospodarka i planowanie wiążą się z prawami i obowiązkami dla każdego człowieka”.
